Sprawa chrystusa – film nie powalający na kolana

Słowem wprowadzenia

Moja powściągliwość w stosunku do filmów, które są orędownikami fundamentalnego chrześcijaństwa we współczesnym społeczeństwie, polega na tym, że mają tendencję do głoszenia kazań i często błądzą po stronie sentymentalizmu i nadmiernego uproszczenia. Jestem pewien, że są wyjątki, ale nie widzę jeszcze żadnych. Film sprawa chrystusa z 2017 roku, na szczęście, nie jest jednym z tych filmów …. przynajmniej nie w całości.

Wyreżyserowany przez Jona Gunna (My Date with Drew) ze scenariuszem napisanym przez Briana Birda (Zaniewolony) i opartym na autobiografii o tym samym tytule autorstwa Lee Strobela, The Case for Christ opowiada historię podróży jego autora od ateizmu do wiary opartej na wierze w Chrystusa.

Rys fabuły

Jest 1980 i Lee Strobel, grany przez Mike’a Vogela (Cloverfield, The Help), jest nagradzanym dziennikarzem śledczym dla Chicago Tribune i gorliwym ateistą. Po tym, jak jego żona Leslie (Erika Christensen) przechodzi na chrześcijaństwo (podstawowy typ), Lee próbuje obalić swoje przekonania, podejmując dochodzenie w sprawie istoty religii – zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Tymczasem ich małżeństwo znajduje się na skraju załamania.

Przeczytałem bestsellerową książkę Strobla i jako ktoś, kto badał wiarę przez podobną soczewkę, uznałem jego badanie za fascynujące. Jednak tutaj szczegółowe argumenty w materiale źródłowym zostały nieco zatuszowane przez Ptaka, aby umożliwić jego zapakowanie w dwugodzinny film. Niefortunny (ale być może nieunikniony) rezultat pozostawia w najlepszym razie niejasne argumenty. Pozwala to jednak na zbadanie relacji Lee z Leslie. Niestety, obraz małżeństwa Lee, jak również jego śledztwo w sprawie chrześcijaństwa, przedstawia dwie linie fabularne, które czują się odmienne i nie wydają się w pełni zrealizowane. Co więcej, film nie jest dostarczany bez sprawiedliwego podziału na błędne kroki, klisze i niewygodne momenty. Mimo to Vogel i Christensen wykonują przekonującą pracę pary małżeńskiej w męce, ale jego obawy dochodzeniowe nie dorównują współczesnym, takim jak Spotlight czy Zodiak.

Krótkie podsumowanie

Sprawa dla Chrystusa okazuje się jednak nieco bardziej wciągająca niż większość filmów jego nominacji i rodzi intrygujące pytania. Można by sądzić, że im więcej Strobel badał świat chrześcijański, tym bardziej ulegał jego retoryce – rodzaj syndromu sztokholmskiego dla dziennikarzy. A może Strobel wykopał jakieś prawdziwe prawdy. Na szczęście skupia się bardziej na historii niż na ambonie.

Dodaj komentarz